"Putin nie może sobie pozwolić na prestiżową porażkę na Ukrainie. Dlatego kwestia upadku naszego wschodniego sąsiada jest tylko kwestią czasu. Obecny władca na Kremlu nie ma tak silnej pozycji, jaką miał dawniej Stalin. Nigdy nie zapomnę lektury literatury pamiętnikarskiej, gdy oczami wyobraźni widziałem okrutnego Gruzina, przebywającego w swej podmoskiewskiej daczy; pogrążonego w kompletnej apatii.
Było lato 1941 roku. Hitler zaatakował 22 czerwca Związek Sowiecki. Jego dotychczasowy sojusznik, Józef Wissarionowicz Dżugaszwili nie wierzył do tego momentu, by III Rzesza mogła napaść na Związek Radziecki. Gdy agresja stała się faktem, sekretarz generalny KPZR, odciął się od świata zewnętrznego, oczekując najgorszego, czyli pozbawienia go władzy i śmierci; bo tak kończyła się zazwyczaj utrata najważniejszego stanowiska w Rosji.
Tymczasem najbliższe otoczenie, które przybyło do Stalina, miast go uwięzić, zadało mu tylko jedno pytanie:
- Co robić Towarzyszu Stalin?
Dzisiaj jedyny pozytywny scenariusz polega na absolutnej izolacji Rosji, uderzenia w nią (poza militarnym rozwiązaniem) na wszystkich możliwych polach — ekonomicznym, politycznym, kulturalnym, społecznym, sportowym itp. Wtedy istnieje szansa, że otoczenie Putina odsunie go od steru rządów, a relacje Zachód-Wschód ulegną pełnej normalizacji.
Jutro jakiś krok ku temu może uczynić niemiecki Bundestag, jeśli jednak tego nie zrobi, to lepiej niech spłonie tak jak Reichstag tuż po dojściu Hitlera do władzy; nie jest bowiem nic warta polityka pozorów, gdy świat próbuje podpalić jeden człowiek."