W piątek w południe zrobiło mi się słabo na siedząco. Koleżanka zażartowała, że nie umie robić sztucznego oddychania. O 14 musiałam wyjść ze spotkania. Siedząc przy biurku czułam się taka słaba. Wydawało mi się że chyba stracę przytomność i dziś umrę i że to będzie spokojna śmierć. Wezwane pogotowie przyjechało po godzinie. Niewiele już widziałam, przestałam czuć prawą nogę ciśnienie ponad 230/130. W drodze do szpitala przestałam czuć prawą rękę i miałam problem z mową. Leżałam i płakałam. Mając świadomość, że to być może udar i że prawa strona, że... Wszystko minęło. Tk nie wykazało zmian udarowych. Ktoś nade mną czuwa. Koleżanki z pracy bliski mi człowiek nie zawiedli mnie choć on mógł właśnie bo to tak krótka znajomość. A jednak był i uniósł sytuację. To wiele dla mnie znaczy.. Dziękuję Ci Natalko , że byłaś cały czas. Dziękuję Marcin i tobie. Choć może i masz rację , że to zbyt osobiste, żeby o tym tu pisac. W ciągu minuty może się wszystko zmienić i nie ma nas... Cudem uratowani wszystko widzimy już inaczej. Jednak chciałam się tym podzielić. Ku przestrodze.