Kolega pracuje w czterobrygadówce głównie z kobietami. Wiesz, mówi nawrzucałem dziś Dance, bo od poniedziałku ma nocki i będzie na zmianie z Jolą do której się nie odzywa i Grażyną, której nie lubi więc prosi mnie bym zmienił zmianę z drugiej na trzecią i dotrzymał jej towarzystwa. Odmówiłem. Mówiąc, że jutro idę do pracy i chcę wypocząć w niedziele, Danka na to , że jakoś przetrzymam. Kiedy znowu odmówiłem podniosła na mnie głos, to ja jej na to powiedziałem, że to że krzyczała po Wieśku i on jej na to pozwalał nie znaczy, że tak będzie ze mną i że nie zmienię zmiany tylko dlatego, że ona tej nie lubi, a do tej się nie odzywa. Kobiety. Halina, która ma po mnie zmianę ma od wejścia pretensje, że siedzę na "jej" maszynie ,a jest przecież jeszcze przed drugą. Na szczęście jutro dniówka z Łukaszem, już mamy podzielone on tu ja tu. Nie rozumiem kobiet.

Moja koleżanka po tym jak poznała kilku przystojnych i elokwentnych mężczyzn i zakrztusiła się nieszczerością, nieprawdziwością i nierealnością i w końcu poznała Jego. Był męski. No i seks był świetny. Taki prostolinijny chłopak. Niestety również głośny, samiec alfa, tyle ,że nie lubi płacić za siebie i mówi wiesz, ja się wstydzę z nim wychodzić gdziekolwiek.. Dlaczego? Zapytałam. Upija się do nieprzytomności, zaczepia ludzi na ulicy i myśli, że to jest fajne i wiesz co? Puszcza bąki.. tak oficjalnie uważa,że to cool.

Miałam w zamyśle budowę domu. I jakoś projekt zmienia się i modyfikuje. Lepiej mały byle z gankiem. Bo coraz większe mam wrażenie, że życie spędzę samotnie. I tak mi będzie lepiej. Co jest z nami nie tak? No właśnie. Co?