Mam 32 lata i jestem sama od 15 miesięcy. Nie, że nikt mnie nie odwiedza, nie mam z kim pogadać czy wyskoczyć na miasto - po prostu nikt w moim domu nie zawraca mi dupy i nie czepia się, że obiad nie gotowy albo, że znowu deski w kiblu nie opuściłam.

Moi rodzice czasami mówią coś w stylu "Mogłabyś znaleźć sobie jakiegoś faceta"..."jakiegoś" to można znaleźć nawet na wycieraczce, ale ja chcę fajnego, jeśli w ogóle. Oczywiście rodziciele kierują się troską - bo we dwoje łatwiej, bo węgiel wniesie i zakupy itp. (wciąż nie widzę w tym interesu). Rozumiem - martwią się i chcą dla mnie dobrze... ale jednocześnie są największymi sabotażystami.

Kilka miesięcy temu zepsuł mi się bojler. Mój miał 80 litrów, niestety spalił się i trza było wstawić nowy. Oczywiście mój tata zaangażował się w pomoc przy kupnie i montażu, zatrudniając jeszcze dodatkowo sąsiada do pomocy. Spuszczaliśmy wodę i zaczęła się rozmowa na temat tego jaki teraz zakupić:

- Anka, a po co Ci taki duży bojler?
- już się przyzwyczaiłam, przez wiele lat idealnie grało, więc chcę taki sam.
- Ale przecież jesteś sama! 50l wystarczy!

***

Wywaliłam stare łóżko, zostawiając tylko materac (gruby i wygodny). Moim rodzicom nie mieści się w głowie, że można spać "na podłodze". Cóż, ja z kolei uważam to za praktyczny wybór. Na pewno nie połamię desek, umówmy się - do najlżejszych nie należę, a poza tym zwyczajnie nie lubię bez sensu wydawać pieniędzy.
Niestety moje argumenty kompletnie nie docierały do moich rodzicieli. Uparli się, że mi łóżko znajdą i kupią.
Zaczęła się gehenna codziennych wiadomości:
- Ania, wejdź sobie na stronę www.xyz i zobacz tam jest takie fajne łóżko...
albo
- za 15 minut zabierzemy Cię do sklepu, znalazłam Ci łóżko...
Na początku grzecznie sprawdzałam i jeździłam, zeby zrobić im przyjemnosć, podkreślając wciąż, ze nie chce i nie potrzebuję. Szczególnie, ze moi rodzice stwierdzili, że niepotrzebne mi podwójne łóżko, BO PRZECIEŻ JESTEM SAMA, więc zaczęli szukać pojedynczego.
Powiedziałam, ze kot i pies się nie zmieszczą.
W końcu po kilku miesiącach oporu z mojej strony zrezygnowali.

***

Kilka miesięcy później, okazało się, ze zalewam ciągle sasiadkę i trzeba wymienić prysznic i podłogę w łazience. Znów dyskusje z rodzicielem na temat brodzika i kafelków i znów muszę postawić na swoim w kwestii tego jak JA CHCĘ.
- Tato, już dokonałam wyboru. Wiem co chce i co będzie dla mnie dobre.
- Jakbyś dokonywała w życiu dobrych wyborów, to nie byłabyś teraz sama. Ty zawsze źle wybierasz.

Cóż, nie ma jak wsparcie.
***

Ostatnio zaś znowu rozgorzała jakaś dziwna dyskusja na temat tego, że jestem sama. Mówię do nich
- Mam mieszkanie, mam pracę, jestem niezależna, dobrze sobie radzę, nie musicie się mną przejmować. Powinniscie się cieszyć, są ludzie którzy mają po 40 lat i mieszkają nadal z rodzicami!
I tutaj temat został podchwycony
- No i co z tego, że mieszkają z rodzicami? Zobacz na XYZ (imię znajomej osoby z otoczenia). Mieszka z rodzicami, dobrze zarabia i ma 15 lat młodszego chłopaka! Ta to się potrafi ustawić!
- To mam sobie szukać licealisty?

Kochani rodzice. Już nie mogę doczekać się Świąt Bożego Narodzenia...