Historia z życia singielki /Wrocław/

Jak tu poznać kogoś ciekawego jak się jest po 30? Znajomi w ciepłych bamboszach wolą siedzieć przed tv, albo zmęczeni po pracy sił nie mają na zabawę, niewiele okazji do poznawania jakiś kawalerów z grona znajomych znajomych. Zostają więc apki randkowe (strasznie głupi pomysł, ale ciekawe doświadczenie:D)

Odzywa się do mnie przystojny 30-kilku letni mężczyzna i od razu proponuje kawę. Zamieniliśmy kilka słów, stwierdziłam - czemu nie. Umówiliśmy się następnego dnia. Przyszedł - biała koszula, spodnie od garniaka, eleganckie drogie buty. Ja odjebana jak szczur na otwarcie kanału - sukienka za 39,90 z tesco, buty z przeceny, ale włosy elegancko ułożone. Poszliśmy do kawiarni. Miejsce w którym siedzieliśmy klimatyczne, stara kamienica, usiedliśmy na samym dole w piwnicy. Stoły stały na podeście z desek - wiecie, coś w rodzaju sceny (na zdjęciu widać). Gadka się klei, facet jakiś menago czy inny dyrektor w ch*j wie jakiej korpo, więc silę się na to, żeby chociaż nie kląć, powstrzymać swoje rubaszne zapędy do głupich żartów i takie tam. Jakoś mi to wychodzi (głównie bokiem). Ale jest miło sympatycznie, moja wersja damy trzyma się jakoś kupy. Do pewnego momentu...w końcu nie wytrzymałam. Opowiadam jakąś zabawną historię z życia - jak to ja macham rękoma, coś pokazuję... i koniecznie musiałam wstać, zrobiłam krok w bok...i skończył mi się podest. WYJE%%ŁAM się jak długa, rozbijając przy tym świecznik, robiąc sobie siniaka na kolanie i łokciu. ON podbiega zatroskany, ja leżę cała we łzach...bo ryczę ze śmiechu...

Ale to nie koniec historii. O dziwo gość chciał się spotkać drugi raz. Powiedział, że na dwa tygodnie wyjeżdża później się odezwie. Następnego dnia skasował aplikację. Dziwne, ale ok.
Akurat mi się te siniaki pogoiły, jak po dwóch tygodniach napisał znowu. Że wrócił, że chciałby się spotkać i czy we wtorek o 20 pod Lwami może być. Podał mi tym razem swój nr tel i znowu skasował apkę. No jasne, że może - tym razem się nie wypierdolę - postanowiłam. Gdy nadszedł ten dzień, znowu postarałam się odjebać - założyłam nawet marynarkę - będę elegancka - nie opierdolę maniany.
Poszłam - deszcz padał, trochę piździ, ale czekam. 5 minut, 10, 15 - nie ma. No co tu dużo mówić - wkurwiłam się. Do czerwoności. To ja się tak poświęcam, marynarkę nawet ubieram, a ch*jek nie przyszedł? No więc dzwonię zapytać, bo może coś się stało. Nie odbiera. Pisze smsa czy będzie. Nie odpisuje. Po 20 minutach rzucam w smsie wiązankę i dzwonię do kumpla - wtorek nie wtorek jak już jestem taka ładna to chodźmy do knajpy.

Następnego dnia rano przeklinam gościa w myślach, bo jak on tak mógł, nie przyjść, nie odebrać, nie odpisać. Ale coś mnie tknęło i postanowiłam sprawdzić naszą korespondencję (bo choć konto skasował to treść pozostała). I tak sobie czytam jeszcze raz a tam ostatnie jego zdanie "TO JESZCZE DAM ZNAĆ"!

Podsumowując - na pierwszej randce się wyjebałam, na drugą poszłam, choć jej nie było i jeszcze zbluzgałam gościa. Idealna kandydatka na żone.