Kiedy przyjechałam odebrać towar od razu wiadomo było, że Dziadziuś robił tatar. Można to poznać po psach, które biorą wówczas zakręty jak TIR ze sztywną osią bez przegubu. A to dlatego, że przy przygotowywaniu wołowiny na tatar współczynnik zapsienia tejże wołowiny wynosi około 0.3 – czyli z kilograma mięsa zostaje 0.7 kilograma tatara, bo reszta znika w psach, przez co one później nie mogą skręcać i chodzą bokiem.

A nasz Dziadziuś potrafi zrobić tatar! Babcia w tym czasie opuszcza kuchnię, bo normalna, racjonalna kobieta raczej unika (jeśli ma wybór) karmienia psów najlepsza wołowiną i zużywania czternastu żółtek i butelki ekstradziewiczej oliwy z oliwek na kilogram mięsa. A Dziadziuś nie unika. W dodatku wrzuca do środka marynowany zielony pieprz, biały pieprz, czarny pieprz mielony GARŚCIAMI, potem miętoli, masuje, przytula, głaska, aż to mięso mu niemal OŻYWA po tych wszystkich zabiegach.

Dałabym fotę przed tatarem, ale wzięło zeżarło. Daję fotę po.