Sprzątałam właśnie w MOCNO archiwalnych zdjęciach rodzinnych i znalazłam wiele skarbów. Opowiem Wam historię.

Wujek Marek miał imieniny. Postanowił hucznie i z przytupem swoje imię świętować: świniaka zabić, żeberka na ruszt wrzucić, kiełbasę na patyku zaszaszłykować. Samo dobro. Rano, w dzień imprezy, zebrały się chmury. W oka mgnieniu deszcz lunął, pioruny zaczęły trzaskać po całej Warszawie. Wujek zadzwonił do byłego Teścia:

- Zbysssszzzzszszszek?
- No, witam cię, Marku!
- Zbyszszszszek, to ty?
- Słyszę cię, Marku! SŁYSZĘ! MÓW!
- Zbysssszzzzszszek nie wiemszszszsz sszszczy mnie szszszsssłyszszszysssz?!
- Mów, mów. Słyszę cię, Marku! Marku, mów! Słyszę!
- Szzsssssłyszszszysz mnie?
- Tak, Mareczku, słyszę!
- Deeeszszszszzzczz pada, nie ssszzzszszssssłychać cię, Zbyniu!
- Chyba mnie nie słyszysz, Mareczku! MARECZKU?
- Pada deszsssszszszcz i psszszszszszrzerywa, Zbyniu! Szzzzzzssssłyszszszszysz mnie?
- Mareczku, chyba mnie nie słyszysz, bo deszcz pada. Wiesz, Marku?
- Tszszszszszrzaska mi tu, Zbysiszszszu! Pioruny! TSZSZSZSZRRZZZASKI!
- Marku, głośniej mów, bo pioruny trzaskają, nic nie słyszę!
- Sszzzzszszsz...
- Co mówisz, Mareczku?
- SSSSSSZZZZZZZZZZZZMMMAAAASSSZZZZMMAAA!
- Nie usłyszałem, Mareczku. Powtórz, proszę.



Piiiiiip, piiiip, piiiip.



Wujek się rozłączył. I wysłał SMS.